Coraz mniejsze zainteresowanie towarzyszy corocznym „manifom feministycznym”, organizowanym przez radykalnie lewicowe środowiska. O ile w zeszłym roku zarówno na ulicach Warszawy, jak i Krakowa, frekwencję feministycznych przemarszy oceniano na kilkaset osób, o tyle tym razem reporterzy nie kryli złudzeń – w 2016 roku feministki notują klapę.

„Prekariuszki nie chcą rodzić” oraz „Żądamy legalnej, bezpłatnej aborcji” – m.in. takie hasła znalazły na transparentach, niesionych przez uczestniczki tegorocznej Manify w stolicy. Feministki rozpoczęły swój marsz ulicami Warszawy o godzinie 12. Frekwencja według służb porządkowych nie przekroczyła 100 osób.

Tak zwana Manifa już siedemnasty raz przechodzi ulicami stolicy. Przemawiające na niej działaczki feministyczne uskarżały się na zbyt restrykcyjny prawo w Polsce dotyczące zabijania nienarodzonych dzieci oraz straszyły, że może ono zostać zaostrzone.
Odpowiadały im transparenty niesione przez feministki, na których postulowano dostęp do aborcji. „Wolność, równość, aborcja na żądanie” czy „Żądamy legalnej, bezpłatnej aborcji” – to tylko niektóre skandaliczne hasła, domagające się od państwa, by zliberalizowało prawo i zalegalizowało całkowicie aborcję.

Analogiczną „manifę” w Krakowie na Rynku Głównym organizowało Stowarzyszenie „Lambda”. Jak informowali dziennikarze Radia Kraków, przybyło na nią nie więcej niż 50 osób. W kontrze do manifestacji zgromadzili się zwolennicy życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Działacze skupieni głównie wokół Fundacji PRO – Prawo Do Życia oraz młodzieżowych organizacji narodowych przyszli w liczbie ok 30 osób, przynosząc ze sobą transparenty ukazujące skutki aborcji.