Author Archives: administrator

Płeć relatywna – modne zaburzenie.

Wśród absurdów lewicowej ideologii jednym z najbardziej uderzających zjawisk jest zmiana płci. Zjawisko to staje się coraz bardziej powszechne. Płeć zmieniają celebryci, artyści, sportowcy czy jak się okazuje nawet dzieci. Wydawać by się mogło że przynależność płciowa to jedna z oczywistych cech prawie każdego stworzenia (prawie bo wyjątkiem są np. ślimaki) jednak sprawa komplikuje się gdy przychodzi do definicji pojęcia i gdy do definiowania zabierają się ideolodzy tzw. nauki Gender.

Continue reading

Odważne weto dla proaborcyjnych polityków katolickich

Mainstreamowe media i pozarządowe ośrodki opiniotwórcze w drugiej dekadzie XXI wieku uzyskały ogromny wpływ na kształtowanie opinii i poczynania katolickich hierarchów. Wielu publicystów konserwatywnych mówi wręcz o ideowym zastraszeniu duchownych, których oskarża się o zachowania sprzeczne z polityczną poprawnością bądź propagowanie tzw. mowy nienawiści. Biskup Thomas Daly z USA stał się niedawno przykładem postaci propagującej odważny sprzeciw wobec tym trendom.

Continue reading

Merytoryczna ocena konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej

Ocena konstytucyjności rozwiązań prawnych zawartych w Konwencji nie może być oderwana od jej przesłania ideowego.Cele, których osiąganiu służyć ma określona regulacja, mogą być prima facie słuszne i głęboko zasadne, ale ideologiczne założenia determinujące dobór środków mających służyć ich realizacji mogą wypaczać sens tych rozwiązań, i całkowicie rozminąć się z deklarowanymi celami i niekontrowersyjnymi intencjami rozwiązania problemu przemocy.Zwłaszcza w przypadku dys­pozycji sformułowanych w sposób nader ogólny, założenia ideowe, które stanowią ich podstawę, mają szczególnie doniosłe znaczenie przy konkretyzowaniu normatywnej treści tych rozwiązań.

Continue reading

„Aborcja w obronie życia” – kuriozalne hasło feministek na tegorocznych manifach w Warszawie i Krakowie

Coraz mniejsze zainteresowanie towarzyszy corocznym „manifom feministycznym”, organizowanym przez radykalnie lewicowe środowiska. O ile w zeszłym roku zarówno na ulicach Warszawy, jak i Krakowa, frekwencję feministycznych przemarszy oceniano na kilkaset osób, o tyle tym razem reporterzy nie kryli złudzeń – w 2016 roku feministki notują klapę.

„Prekariuszki nie chcą rodzić” oraz „Żądamy legalnej, bezpłatnej aborcji” – m.in. takie hasła znalazły na transparentach, niesionych przez uczestniczki tegorocznej Manify w stolicy. Feministki rozpoczęły swój marsz ulicami Warszawy o godzinie 12. Frekwencja według służb porządkowych nie przekroczyła 100 osób.

Tak zwana Manifa już siedemnasty raz przechodzi ulicami stolicy. Przemawiające na niej działaczki feministyczne uskarżały się na zbyt restrykcyjny prawo w Polsce dotyczące zabijania nienarodzonych dzieci oraz straszyły, że może ono zostać zaostrzone.
Odpowiadały im transparenty niesione przez feministki, na których postulowano dostęp do aborcji. „Wolność, równość, aborcja na żądanie” czy „Żądamy legalnej, bezpłatnej aborcji” – to tylko niektóre skandaliczne hasła, domagające się od państwa, by zliberalizowało prawo i zalegalizowało całkowicie aborcję.

Analogiczną „manifę” w Krakowie na Rynku Głównym organizowało Stowarzyszenie „Lambda”. Jak informowali dziennikarze Radia Kraków, przybyło na nią nie więcej niż 50 osób. W kontrze do manifestacji zgromadzili się zwolennicy życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Działacze skupieni głównie wokół Fundacji PRO – Prawo Do Życia oraz młodzieżowych organizacji narodowych przyszli w liczbie ok 30 osób, przynosząc ze sobą transparenty ukazujące skutki aborcji.

CBOS: Polacy niezadowoleni z polityki rodzinnej państwa

Tylko 13 proc. Polaków jest zadowolonych z polityki państwa na rzecz rodziny, dostatecznie ocenia ją 51 proc., a niedostatecznie 32 proc. obywateli naszego państwa – wynika z najnowszego badania CBOS. Zdaniem aż 71 proc. Polaków państwo – poprzez prowadzenie odpowiedniej polityki – powinno zachęcać ludzi do posiadania większej liczby dzieci. Ankietowani wskazują też w sondażu na konieczne formy wspierania rodziny, zarówno obecnie funkcjonujące, jak i postulowane.

 

 
CBOS zapytał Polaków o ocenę obecnej działalności rządu w sferze polityki rodzinnej. Okazuje się, że zaledwie co ósmy badany (13 proc.) jest zadowolony z polityki państwa wobec rodziny, co drugi (51 proc.) ocenia ją dostatecznie, a co trzeci (32 proc.) – niedostatecznie.

 
Zdaniem aż 71 proc. Polaków państwo – poprzez prowadzenie odpowiedniej polityki – powinno zachęcać ludzi do posiadania większej liczby dzieci, zaś prawie jedna czwarta respondentów (23 proc.) nie widzi takiej potrzeby.

 
O potrzebie prowadzenia przez państwo polityki pronatalistycznej stosunkowo najczęściej przekonani są absolwenci wyższych uczelni, mieszkańcy największych, ponadpółmilionowych miast, badani o miesięcznych dochodach per capita powyżej 1500 zł, a w grupach społeczno-zawodowych – kadra kierownicza i specjaliści z wyższym wykształceniem – informuje CBOS.

 

PCh24.pl

 

Gwiazda Eurowizji Conchita Wurst już w czerwcu w Polsce. PiS chce protestować

 

Znany piosenkarz – zwycięzca turnieju Eurowizji w 2014 roku – Conchita Wurst ma wystąpić w czerwcu na imprezie pod nazwą Sabat Czarownic w Kielcach. „Kobieta z brodą” ma się zaprezentować na koncercie promującym województwo Świętokrzyskie. Informację podała „Gazeta Wyborcza”. Pomysł wysunięty przez urzędników rządzącego świętokrzyskim Polskiego Stronnictwa Ludowego nie spodobał się radnym Prawa i Sprawiedliwości, którzy zapowiadają protesty.

Bogdan Latosiński z PiS buńczucznie zapowiada, iż do planowanego koncertu. Byłby to pierwszy w Polsce występ Conchity Wurst. Według Zdzisława Skuzy „będzie draka”. – Nasz region jest mocno konserwatywny w porównaniu z województwami zachodnimi- ocenia kielecki socjolog.

Wśród artystów, którzy wystąpią w Kielcach na planowanym na 27 czerwca koncercie mają być: zespoły Kombi, Afromental, Mafia i Bajm, a także wokalistka Ewelina Lisowska oraz chór Sound’n'Grace. Transmisję na żywo ma przeprowadzić program TVP 2.

 

Źródło: Onet.pl

Tęczowa konspiracja.

Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilkunastu lat uznawana niegdyś za należącą do marginesu społecznego grupa potrafiła zmienić nastawienie do siebie znacznej części opinii publicznej i polityków na całym świecie? Jak to możliwe, że jeszcze nie tak dawno penalizowane w wielu krajach zachowania, charakterystyczne dla tej grupy, dziś są nie tylko uznane za normę, ale wręcz promowane? Jak to możliwe, że osoby i środowiska potępiające zachowania uznawane do niedawna za dewiację, dziś za wyrażenie takiego potępienia mogą spodziewać się ostracyzmu lub wręcz sankcji karnych?

Tego właśnie doświadczył w ostatnim czasie Zachód, który w ciągu dwóch dekad najpierw odkrył u siebie rzekomo dyskryminowaną „mniejszość homoseksualną”, a następnie przyznał jej wyjątkowe przywileje, których nie posiada żadna grupa społeczna. Wydaje się, że taka rewolucja, związana z przemianą w świadomości społeczeństw, działaniu instytucji, funkcjonowaniu prawa, przewartościowaniu języka i zmianami w wielu innych dziedzinach życia ludzkiego, jakiej doświadcza dziś duża część świata, możliwa byłaby tylko w warunkach jakiegoś totalnego kataklizmu, związanego z całkowitym zachwianiem relacji międzyludzkich. Tymczasem dokonała się ona w czasach pokojowej, pełnej dobrobytu stabilizacji, która – wydawałoby się – sprzyjać powinna raczej ciągłości praw i instytucji niż takim rewolucyjnym przeobrażeniom. Nic więc dziwnego, że amerykański pisarz Spencer Hughes, podobnie jak wielu z nas stawiający pytania przytoczone na wstępie, próbuje na nie odpowiedzieć wizją wielkiej, międzynarodowej, a szczególnie silnej w USA siatki powiązań organizacji i środowisk homoseksualnych, bezwzględnie dążącej do realizacji swego najważniejszego celu, którym jest całkowite przeobrażenie świata, niejako zorganizowanie go na nowo na swoją modłę. Konspiracja ta, działając wszelkimi dostępnymi metodami, niecofająca się przed szantażowaniem, oczernianiem, a nawet mordowaniem swych najgroźniejszych przeciwników, posiada przemożne wpływy w mediach, w światku kultury i finansjery, a jej macki sięgają również do rządowej administracji.

Napisana w 1993 r. powieść Hughesa, której akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w nieokreślonych bliżej latach XXI wieku, nie jest jednak rojeniem kolejnego wyznawcy „teorii spisku”. Jej autor właściwie wychwycił bowiem rewolucyjny trend, dzięki czemu książka okazała się rodzajem socjopolitycznego proroctwa – ot o political fiction sprzed 15 lat stało się publicystycznym niemal opisem rzeczywistości świata Zachodu AD 2008. – To jest historia o czymś, co się rysuje jako najbardziej udana rewolucja we współczesnej historii, być może w całej udokumentowanej historii ludzkości – pisze Hughes w posłowiu do polskiego wydania swej powieści. Autor, były pracownik cywilny waszyngtońskiej administracji, ekspert do spraw obronności, nie ukrywa, że nie jest typowym powieściopisarzem, a jego praca ma jasny cel – ostrzec świat przed rewolucją wojujących homoseksualistów, tworzących coś na kształt sekty wyznającej dziwną mieszankę idei politycznej poprawności i New Age, a przede wszystkim karmiącej się nienawiścią do heteroseksualnego świata.

Pomimo publicystycznego charakteru powieści i pewnej szablonowości głównych bohaterów, książka jest napisana sprawnie, a jej sensacyjna intryga i klasyczne gwałtowne zwroty akcji łatwo „wciągają” czytelnika. choć można mieć uwagi do polskiego tłumaczenia, które miejscami wydaje się aż nazbyt dosłowne. Książka, wydana przez „Frondę”, powinna znaleźć w naszym kraju licznych czytelników, gdyż – jak pisze Spencer Hughes – dzisiaj Polska znajduje się na linii frontu sprzeciwu wobec rozpowszechniania się tej rewolucyjnej ideologii na Zachodzie – tym, co kiedyś nazywaliśmy „światem chrześcijańskim”.

Homofobia, czy trudne szukanie równowagi?

Działania środowisk homoseksualnych w sprawie tak zwanego „równouprawnienia”, wymagają dziś rzeczywiście solidnego zastanowienia, gdyż coraz częściej stają się one poważnym tematem politycznym, co jest oczywiście jawną polityczną paranoją, a ta, może znacznie skomplikować nasze życie! Dlaczego? Przyjrzyjmy się temu poważniej i bliżej.

W obronie wolności nieprawdziwej…

… zwykle czyni się najwięcej hałasu. W czasach PRL-u krążyło po kraju zabawne i trafne stwierdzenie; - dopóki się walczy o pokój, o pokoju mowy nie ma. Podobnie, choć nie tak samo, jest z walką polityczną o wolność dla różnych orientacji seksualnych. Polityczne pojęcie wolności jest tu bowiem uwikłane w immanentną wewnętrzną sprzeczność, gdyż wolność i jej formy dekretowane ustawami zawsze będzie wolnością jednych przeciw drugim. Nikt bowiem nie walczy tu o jakąśwolność teoretyczną, abstrakcyjną, tylko o uzyskanie i korzystanie z praw, których się nie ma, choć inni je mają. Z prawami pisanymi już tak jest, że przy ich tworzeniu dąży się jedynie do możliwie rozsądnego wyważenia interesów, co nigdy wszystkich zaspokoić nie może. By tą oczywistą słabość ukryć, a przynajmniej złagodzić jej ostrze, wymyślono piękne pojęcie tolerancji. Chodzi o to, by ci co mają praw więcej nie narzucali ich tym, co póki co, mają ich, przynajmniej teoretycznie mniej i by przymykali oko na ich działania, w zasadzie bezprawne, przynajmniej w świetle obowiązujących przepisów.

Ale istnieją dziedziny, które w zdrowym układzie społecznym w ogóle nie powinny wymagać ani regulacji, ani żadnej tolerancji! Do takich należy niewątpliwie współżycie seksualne osób, z wyjątkiem form zagrażających zdrowiu czy życiu któregoś z partnerów. Ten niedoskonały świat trzeba jakoś regulować, ale na Boga! Nie wszystko!

W akcie seksualnym na przykład – jak mówił Jan Himilsbach – z samej natury ptaszki się dziubają, a pieski ciupciają i tak jest OK. – niech to robią jak umiejom! Naprawdę nie warto namawiać ptaszków, by robiły to tak, jak pieski i odwrotnie i bzdurą jest tu namawianie do wzajemnej tolerancji! To jest natura, która tolerancji nie wymaga, tylko chociażby zwykłej, zdroworozsądkowej wiedzy dostępnej każdemu.

 

Salon24.pl